O autorze
Warszawianka, 34 lata. Pracoholiczka, spełniona w stanie wolnym. Od 10 lat licząca na zajście w ciążę przypadkiem, zawsze dziwnie pewna samotnego macierzyństwa. We wrześniu po diagnozie endometriozy usłyszała, że jej ostatnią szansą jest in vitro. I że nie ma na nie zbyt wiele czasu.

Pierwszy strach

Złapał mnie skurcz i zgiął w pół. Nie pomogło wyleżenie. Na ostry dyżur wpadłam sina ze strachu. Okazało się, że boli blizna po operacji.

Źle było od rana. Nie tak. Bolały jelita, rozleniwione progesteronem, bolała głowa, bolał nastrój. Aż pojechałam nad Zalew Zegrzyński, mój wentyl. Ale nie dojechałam, bo tak źle się czułam.

Zawróciłam, jakieś zakupy i ten ból. Zgięło mnie w pół. Coś jakby skurcz w lewej pachwinie. Pomyślałam: jelita. I zaraz potem: to nie "ten" ból, bo bolałoby po obu stronach. Ale w domu chodziłam już zgięta w pół, a kiedy po leżeniu nie przeszło, zgięta doczłapałam się do samochodu i pojechałam na izbę przyjęć.

Te wieczne minuty, kiedy jedziesz 80-tką,choć chciałabyś szybciej, kiedy zastanawiasz się, dlaczego nie masz niebieskiego policyjnego koguta i dlaczego wszyscy nie zjeżdżają ci z drogi w chwili, gdy coś złego może dziać się z twoim dzieckiem.

Na izbę wpadłam nieprzytomna. Zapłakana, bez tchu. Ledwo wykrztusiłam: "skurcze", powiedziałam, w którym jestem tygodniu ciąży, wydukałam numer telefonu.

Kazano mi czekać, ale nie dałam rady. Pani w rejestracji poradziła, żeby zapukać do położnej. Nie wygoniła. Zaraz przyszedł doktor, młody, jeszcze bez specjalizacji. Od razu zajrzał do środka, pokazał dziecko: "Matka, nie płacz, zobacz, serce bije. Nie płacz, bo dziecko też zaraz zacznie płakać, tak sobie rączkami zasłania oczy".

Okazało się, że bolała blizna po operacji na macicy. Macica rozciągała się, bo takie jej zbójeckie prawo w trzecim miesiącu, a że niedawno była cięta, pobolewała w miejscu zrostu. Dostałam dobre słowo, zastrzyk z nospy, zalecenie brania nospy przez najbliższe dni, razem z magnezem, i odpoczynku. Bolało wczoraj do końca dnia. Dość mocno. Dziś mniej, za to boli krzyż.


Ale najważniejsze, że z dzieckiem wszystko ok.

No i Plac Starynkiewicza - pierwsza klasa. Nikt nie fuka, nie krzyczy. Panowie czekający na rodzące żony inaczej niż na Inflanckiej - ustępują miejsca kobiecie nawet bez widocznego brzucha. A lekarze i położne - do rany przyłóż.

Dziś postanowiłam opowiedzieć o tym dr R. Powiedział, że tak może być. Uspokoił.
Ciekawe, ile takich telefonów odbiera od pacjentek.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...