O autorze
Warszawianka, 34 lata. Pracoholiczka, spełniona w stanie wolnym. Od 10 lat licząca na zajście w ciążę przypadkiem, zawsze dziwnie pewna samotnego macierzyństwa. We wrześniu po diagnozie endometriozy usłyszała, że jej ostatnią szansą jest in vitro. I że nie ma na nie zbyt wiele czasu.

Czkawka w łonie matki

Na ostatnim widzeniu mój synek miał czkawkę. To podobno normalne, ale wygląda niesamowicie.

- Tu ma paluszki rąk, tu nóg, tu żołądek, tu kręgosłup, no i czkawka - dr K, dyżurny w klinice, pokazał mi mojego siedzącego po turecku malucha. Na USG poszłam upewnić się, że nadal tam jest i wszystko u niego w porządku. Bo brzucha jak nie miałam, tak nie mam, ani trochę, a poza tym stresy ostatniego tygodnia prawie zwaliły mnie z nóg.

Ale wszystko u niego grało. Ruszał rączkami i cały podskakiwał, wstrząsany czkawką. Zapytałam, czy to moja wina (nie) i czy to normalne (tak). Dr K powiedział, że dziecko czka, bo ma nierozwinięty układ nerwowy.

W internecie czytam, że czkawka wiąże się z ruchami przepony, która kurcząc się i rozkurczając podrażnia zakończenia nerwowe. Inna strona mówi, że mój synek zbyt łapczywie połyka wody płodowe. Każda uspokaja, że to normalne. Jedna nawet zapewnia, że czka dopiero rozwinięty płód.

Fascynujące, jak widok tego chłopaka mnie uspokaja i napełnia radością. Radością bez ściskania w gardle, bez łez, czystą i łagodną. Wierzę, że wszystkie moje stresy w pracy nie mają dotarcia do macicy i do niego, że ta zewnętrzność nie ma znaczenia. A stresowałby się każdy, bo w pracy zrobiło się ostatnio bardzo gorąco, miejscami naprawdę nieprzyjemnie.


Do tego stopnia, że przez trzy noce nie mogłam spać - nietypowe u mnie. Budziłam się ledwo żywa, ale bogatsza o wiedzę o porodzie naturalnym (brrr, jednak nie, skorzystam z przywileju cesarki, który ponoć na Starynkiewicza gwarantują wszystkim pierworódkom po in vitro, które wolą urodzić przez cięcie), pieluchach (jednorazowych, tetrowych i służących chyba do wycierania bawełnianych i flanelowych), mokrych chusteczkach do skóry dziecka, rożkach lub kocykach, przewijakach, laktatorach i smoczkach...

I muszę przyznać, że niektóre blogi to prawdziwe błogosławieństwo. Na przykład ten:

http://www.mamytatytematy.pl/wyprawka-szpitala-wyprawka-dziecka-wyprawka-mamy/

Rewelacja.

Odkryto przede mną całkiem nowy świat. Lekko przerażający.

Inna strona, już nie blogowa, ustami neuropsychologa wyjaśnia, co czuje noworodek. W krótkich słowach, takiej alternatywie dla "Języka niemowląt" i innych książek, które jeszcze przede mną (na razie czytam wywiad-rzekę z prof. Marią Janion).

http://babyonline.pl/co-lubi-noworodek-czego-nie-lubi-noworodek-czego-boi-sie-noworodek,pierwsze-28-dni-artykul,2394,r1p1.html
Trwa ładowanie komentarzy...