O autorze
Warszawianka, 34 lata. Pracoholiczka, spełniona w stanie wolnym. Od 10 lat licząca na zajście w ciążę przypadkiem, zawsze dziwnie pewna samotnego macierzyństwa. We wrześniu po diagnozie endometriozy usłyszała, że jej ostatnią szansą jest in vitro. I że nie ma na nie zbyt wiele czasu.

Krowa z pierogami

Czarna krowa w kropki bordo - nawet ona kojarzyła mi się w tym tygodniu z pierogami. Zachcianka plus mdłości - to najlepiej oddaje 8./9. tydzień ciąży, kiedy musiałam zrezygnować z paranoi, bo Dr R. i tak wraca dopiero w czwartek.

Czarna krowa w kropki bordo gryzła wprawdzie trawę, ale w drugiej zwrotce, którą odkryła przede mną koleżanka z liceum, stoi jak byk, że "kręcąc mordą i rogami gryzła trawę z pierogami".

One właśnie były kulinarnymi bohaterami ubiegłego tygodnia. Kupiłam nawet w sklepie na dole takie z jagodami, żeby zaraz je wyrzucić. Nie dały się jeść, w myśl zasady, że pierogi umie lepić tylko moja mama. Pierogi - odkryłam to jakiś czas temu - to jedyna naprawdę narodowa potrawa polska. Są jak włoska pasta - każda matka robi je najlepiej i każdy Polak najlepiej wie, jak powinny smakować. Gdybyśmy byli jak Włosi, kłócilibyśmy się o pierogi - konsystencję ciasta, stopień skondensowania farszu - a nie po pijaku okładali sztachetami. Albo wulgaryzmami (zależy od stopnia upojenia, nawet, a może szczególnie, w tzw. wyższych sferach finansowych).

Pierogi "comme il faut" zjadłam dopiero dziś. Mama zrobiła prawdziwe ruskie - ser biały z ziemniakami, koperkiem, skwarkami, pieprzem, w pysznym cieście i z ładną falbanką. Strasznie mi żal ludzi, których matki nie potrafią robić pierogów albo robią kapcie z niedobrego ciasta, nieforemne i z mdłym farszem, jak jedna z moich niedoszłych teściowych.

Moja naukowa mama, warszawianka, od Kinder Kuche Kirche daleka bardzo, jest specjalistką od potraw mącznych, a że dla mnie mięso mogłoby nie istnieć, zaspokaja moje potrzeby żywieniowe całkowicie. Dobre robi też naleśniki, omlety, kluski lane, leniwe i kładzione, knedle oraz makaron. Aaa, i piecze ciasta.


Jak już jej powiem o ciąży, będę śmielej zgłaszać zachcianki. Omlet (tzn. podobno fachowo to jest "grzybek") z konfiturą wiśniową...

Tak to wygląda. Nie wiem, czy o to chodzi w pojęciu "zachcianki ciążowe" - rozciągnięte w czasie i niezwiązane ani ze śledziami, ani z ogórkami - ale u mnie przybrały taką formę.

W tym tygodniu prawie zapomniałam o ciąży. Brzuch jest płaski, więc wszystko to wydaje się bardzo nierzeczywiste. Zmęczenie i niechęć do wszystkiego trochę przeszły, więc wróciłam do energicznego wykonywania obowiązków, czyli robienia na dwa etaty i latania po mieście. Przyhamowywały mnie mdłości, zasłabnięcia i brak tchu - tak, zabrakło mi go, jak za szybko opowiadałam o czymś na jakimś spotkaniu!
Trwa ładowanie komentarzy...